Mafijne porachunki przy kwadratowej planszy - recenzja gry "Der Pate" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Arek Deroszewski   
środa, 13 marca 2013 23:52

Grę planszową, o której chciałbym tu opowiedzieć, należałoby chyba zaliczyć do kategorii gier mało znanych i niedocenionych. W sumie trudno się dziwić, że gra jest mało znana w Polsce, jeżeli została wydana tylko w Niemczech i tylko w niemieckiej wersji językowej, ale dziwne jest to, że dobra gra, zrobiona na najprawdziwszej licencji filmu "Ojciec chrzestny" nie została wydana nigdzie indziej poza Niemcami. Tak właśnie jest z Der Pate, czyli planszowym wcieleniem najsłynniejszego filmu gangsterskiego na świecie.

Spotykamy się przy kwadratowej planszy. To mapa południowej części Manhattanu lat 40-tych. Czterech ojców sycylijskich rodzin: Corleone, Tattaglia, Barzini i Stracci. Każdy kontroluje jedną dzielnicę, każdy prowadzi różne biznesy. Nie jest nam obcy nielegalny hazard i przemyt, ściąganie haraczy, kontrolowanie zakładów bukmacherskich i działalność kredytowa. Ale równy podział tego tortu nie będzie trwał wiecznie. Wszystko zmieni się, gdy tylko zaczniemy pociągać za właściwe sznurki. W tej grze może być tylko jeden zwycięzca. Będzie nim ten, kto zgromadzi najwięcej pieniędzy, jednocześnie nie zaniedbując swojej reputacji w społeczeństwie lub mając wpływowych przyjaciół w policji, w sądzie i w senacie. Wszystko zacznie się od rzutu czterema kośćmi, a każdy z nas będzie już wiedział, że kluczem do sukcesu jest zapanowanie nad własnym losem?

Widok z... lotu ptaka?

Zawartość gry Der Pate to solidna, niemiecka robota. Plansza jest duża i ładna, choć nie każdemu przypadnie do gustu kolorystyka utrzymana w tonacji sepii. Tym niemniej kolorystyka ta idealnie nawiązuje do tematyki gry, jaką są potyczki gangsterskich klanów. Plansze akcji przeznaczone dla każdego z graczy również trzymają wysoki poziom, tym bardziej, że na jednej z nich widnieje podobizna samego Marlona Brando. Pionek gangsterskiego samochodu oraz pionki członków mafijnych rodzin są zaskakująco duże i precyzyjnie wykonane (z drewna). Rozmaite karty, żetony i znaczniki wykonano również bez zarzutu i nie ma co martwić się o ich zużycie w trakcie rozgrywki. Z pewnością wytrzymają bardzo długo. Bardziej solidne mogłyby być natomiast kości, które występują w liczbie czterech sztuk. Są drewniane, lekkie i fajnie się nimi rzuca, ale mają tendencję do brudzenia się. Jest to jednak błahostka, bowiem samo używanie kości w Der Pate sprawia taką przyjemność, że aż szkoda czasu na zajmowanie się względami estetycznymi.

Kości zostały rzucone... i umiejscowione.

W Der Pate mamy do czynienia z klasycznymi sześciennymi kostkami, z tym, że każda z nich jest w innym kolorze (co ma niebagatelne znaczenie w rozgrywce) i każda ma na jednej ze ścianek (zamiast szóstki) symbol tzw. "puppet hand", czyli ręki kontrolującej marionetkę. A jak to działa w praktyce? Gracz w swojej kolejce rzuca czterema kostkami, a następnie musi przypisać jedną z nich do konkretnego pola akcji w pierwszym rzędzie na swojej planszy akcji. Wybór pola zależy od liczby wyrzuconych oczek i może przynieść natychmiastowy dochód rzucającemu, albo... przeciwnikom. Wszystko zależy od ilości kontrolowanych przez gracza nielegalnych biznesów na mapie Manhattanu. Trzeba zatem uważać, żeby za bardzo nie pomóc swoim rywalom. Po umiejscowieniu pierwszej kości gracz ponownie rzuca, tym razem trzema pozostałymi i przypisuje jedną z nich do konkretnego pola akcji w drugim rzędzie na planszy akcji. Tu z kolei ma już ciekawsze rzeczy do zrobienia. Można rozwijać jedną z dwóch ważnych dla mafiosów dziedzin, czyli "reputację" i "wpływy". Można poruszyć na planszy głównej gangsterską limuzynę i złożyć komuś przykrą w skutkach wizytę. Można również zająć się manipulacją zakładów sportowych, co jest kolejnym sposobem na zarobienie dodatkowej forsy. Po umiejscowieniu drugiej kości gracz wykonuje ostatni rzut pozostałymi dwiema i musi przypisać je do dwóch akcji z trzeciego i czwartego rzędu pól akcji. Uwierzcie mi, że jest w czym wybierać. Nie brakuje pól wprowadzających negatywną interakcję, a za ich pomocą możemy np. nasłać FBI na jedną z dzielnic miasta lub przejąć czyjś interes siłą, wysyłając dotychczasowego właściciela na dno rzeki Hudson. Brzmi drastycznie? Trochę tak, ale tylko pozornie. Przemoc w Der Pate jest raczej umowna i nie ma w sobie nic brutalnego. Co zaś tyczy się wspomnianego wcześniej symbolu "puppet hand", jest on swoistym jokerem, pozwalającym graczowi na rozwój "reputacji" i "wpływów" jednocześnie. Dochodzi do tego jeszcze znaczenie kolorów kostek ? niektóre akcje można wykonać tylko przy użyciu kości w konkretnym kolorze.

Pieniądze to coś, co w tej grze się naprawdę liczy :)

Opisany tu mechanizm można z angielska określić mianem "dice placement". Nie jest to bynajmniej jakieś novum we współczesnych grach planszowych, ale sposób wykorzystania w Der Pate mechanizmu "dice placement" z pewnością zasługuje na uwagę. Losowość - owszem - występuje, ale nie jest dominująca. Nie ma tu sytuacji bez wyjścia. W zależności od układu wyników na kostkach pewne akcje mogą być po prostu mniej opłacalne niż inne. Wyrzucona liczba oczek określa często siłę danej akcji, z tym, że dla niektórych akcji wskazana jest jak najwyższa liczba oczek, a z kolei inne akcje mogą premiować jak najniższą liczbę oczek. Jest to naprawdę ciekawe i nieszablonowe rozwiązanie, które daje graczom sporą dozę decyzyjności. Co prawda ortodoksyjni stratedzy i planiści przewidujący wydarzenia na dwie tury do przodu nie będą tu mieli czego szukać, ale gracze, którzy lubią próby okiełznania losu i możliwość wykorzystywania nadarzających się okazji z pewnością w Der Pate się odnajdą.

Jeżeli miałbym w Der Pate do czegoś się przyczepić, to jest to liczba rozgrywanych rund, czyli dokładnie siedem. W moim odczuciu zwiększenie tej liczby wyszłoby grze na dobre, bo w ciągu siedmiu rund często brakuje czasu, żeby się komuś zwyczajnie odgryźć. Nie ma tu miejsca na długofalowe planowanie, jest raczej presja niewielkiej liczby akcji możliwych do wykonania w ciągu całej rozgrywki. Jednak kij ma dwa końce i zdaję sobie sprawę, że zastosowana liczba rund korzystnie wpływa na łączny czas trwania jednej partii, który przeciętnie mieści się w granicach 60-70 minut. Drugi minusik należy się za oczekiwanie na swoją kolejkę. Podczas gdy jeden z graczy myśli nad właściwym umiejscowieniem kostek na swojej planszy akcji, pozostali nie mają zbyt wiele do robienia. W zasadzie mogą jedynie przeliczyć swój stosik banknotów i przyglądać się poczynaniom aktywnego gracza, próbując jednocześnie rzucić jakąś małą klątwę, mającą wpłynąć na wyniki jego rzutów. Czas oczekiwania na swoją kolejkę nie jest jednak tragiczny i w mojej opinii nie wpływa znacząco na radość płynącą z samej gry (z pewnością nie trzeba czekać na swój ruch tak długo, jak to ma miejsce w grze Kupcy i Korsarze).

- No wsiadasz, czy nie?

- Nie... Nie mogę się ruszyć. Jestem tylko drewnianym pionkiem...


 

Nie mam wątpliwości co do tego, że Der Pate to bardzo dobra gra. Nie jest to tytuł wybitny, ale skutecznie mnie zaciekawił i przyciągnął do siebie na dłużej. Oprócz interesującego wykorzystania kostek gra oferuje również kilka innych, przemyślanych mechanizmów, no i przede wszystkim niezwykle chwytliwą tematykę, dlatego tym bardziej dziwię się, że tytuł ten został wydany jedynie w Niemczech. Osobiście znam sporo gorszych gier, które doczekały się swoich polskich wydań, ale to już zupełnie inny temat? Der Pate polecam szczególnie graczom, którzy cenią sobie niebanalne i niegłupie sposoby wykorzystania kości w grach. Poza tym polecam ten tytuł wszystkim fanom Ojca Chrzestnego w wydaniu zarówno książkowym jak i filmowym lub po prostu miłośnikom gangsterskich klimatów (ja do tych ostatnich z pewnością się nie zaliczam, a mimo wszystko gra mi się podoba). Der Pate może być obecnie grą trudno dostępną, ale jeżeli jesteście nią zainteresowani, polecam systematyczne i skrupulatne śledzenie aukcji internetowych, bo okazje się zdarzają (czego niezbitym dowodem jest mój egzemplarz tej gry). I niech nie zraża Was niemieckojęzyczne wydanie tej planszówki, bo polskie tłumaczenie instrukcji (mojego skromnego autorstwa) jest dostępne na boardgamegeek.com, a także tutaj.

PLUSY:
+ bardzo dobra oprawa graficzna i wykonanie,
+ ciekawa i dość oryginalna tematyka, jak na "eurogrę",
+ fajny mechanizm przypisywania kostek do konkretnych akcji,
+ duża frajda płynąca z gry,
+ porządna instrukcja (naprawdę niewielka liczba zasad budzących jakieś wątpliwości),
+ dobrze zorganizowana wypraska w pudełku z grą.

MINUSY:
- czasami chciałoby się, żeby gra była trochę dłuższa,
- niewielkie możliwości planowania kolejnych ruchów,
- czas oczekiwania na swoją turę (nie jest tragiczny, ale w dużej mierze zależy od współgraczy),
- gra dostępna tylko w niemieckiej wersji językowej (ale w grze jest niewielka liczba elementów, na których występują niemieckojęzyczne napisy).

SKALOWALNOŚĆ: Gra działa dobrze w każdej konfiguracji, ale im więcej graczy, tym ciekawiej. Przy dwóch graczach rozgrywka przebiega raczej spokojnie, przy czterech negatywna interakcja jest już nieunikniona.

werdykt:

8 /10

Poprawiony: czwartek, 14 marca 2013 00:18